Adam Małysz, czyli marka na lata

Był przełom 2000 i 2001, kiedy podczas Turnieju Czterech Skoczni komentator TVP Krzysztof Miklas ukuł znane do dziś powiedzenie: „Leć, Adam, leć!”, które na stałe przylgnęło do polskiego króla skoków. Mimo że od tamtych wydarzeń minęło 15 lat czterokrotny medalista olimpijski pozostaje jedną z najważniejszych twarzy polskiego sportu.

Niedawno gruchnęła wieść, że Adam Małysz zostaje dyrektorem w Polskim Związku Narciarskim. Mówiło się o tym już w marcu tego roku, ale u progu nowego sezonu zimowego strony doszły do porozumienia i mogły ogłosić nowego dyrektora sportowego w PZN, a precyzyjniej – dyrektora-koordynatora skoków narciarskich i kombinacji norweskiej. Zbiegło się to z zakończeniem (zawieszeniem?) przez Małysza występów w rajdach terenowych. Czy dyrektorskie stanowisko Małysza to krok w dobrym kierunku? Sam Małysz w pierwszym po wyborze felietonie dla Przeglądu Sportowego napisał z charakterystyczną dla siebie swadą:

„(…) Wciąż trudno mi się przyzwyczaić, że teraz coraz więcej ludzi będzie mówiło: „panie dyrektorze”. Zresztą, już to słyszę i tylko się uśmiecham. Pewnie się przyzwyczaję. Poza tym, dla tych, którzy mnie znają, to ja jestem Adam. I niech tak zostanie.”

Dwa zdania, a potrafią przekonać, że skoczek z Wisły, który niedawno zachęcał do jedzenia bułki z bananem, pozostaje takim samym bohaterem wyobraźni. Prostolinijnym, dostępnym na wyciągnięcie ręki, a jednak sportowcem, który odniósł sukces.

I nadal, mimo zakończenia współpracy z marką Orlen, jest atrakcyjny dla marketerów. W klipie wideo przygotowanym jako zapowiedź nowej funkcji AM pojawia się w otoczeniu ponad 10  marek. Marek, które na co dzień wspierają polskie skoki, ale w nowym sezonie dostają potężne doładowanie – w postaci rozpoznawalnego sportowca, który powodował, że przed telewizorami zbierała się cała Polska.

Jak radzą sobie rywale Małysza z przełomu wieków? Całkiem nieźle. Martin Schmitt jest ekspertem telewizji Eurosport, Andreas Goldberger pracuje w austriackiej ORF1, a czynnym zawodnikiem pozostaje Noriaki Kasai, który w marcu tego roku zaliczył start nr 500 (!) w zawodach Pucharu Świata. Japończyk zapowiada nawet starty do 50. roku życia (rocznik 1972), co może być łakomym kąskiem dla sponsorów, którzy w przekazie marketingowym będą chcieli podkreślać długowieczność swoich produktów. Inny rywal Małysza z przełomu wieków, Janne Ahonen jeszcze w zeszłym sezonie brał udział w zawodach Pucharu Świata, choć nie udało mu się zakwalifikować do finałowej trzydziestki.

Okazuje się, że PZN nie jest jedyną krajową federacją, która wpadła na pomysł zatrudnienia dawnego mistrza. Andreas Widhölzl jest asystentem trenera reprezentacji Austrii (selekcjonerem polskiej kadry został niedawno jego rodak Stefan Horngacher), a Sverre Rotetavn – były mistrz świata w kombinacji norweskiej, jest dyrektorem sportowym… norweskiego związku narciarskiego.

Trudno jednoznacznie wyrokować, czy pomysł z nową rolą Małysza wypali. Jednak sama idea „powrotu do skoków” wydaje się słuszna, nie tylko z marketingowego punktu widzenia. Przez ostatnie lata Małysz zebrał ogromną wiedzę, wie już nie tylko jako były skoczek, jak funkcjonuje choćby sponsoring sportu. Grzechem byłoby po tę wiedzę nie sięgnąć.

Miłego dnia!
Waldemar Gojtowski

 

FOT: malysz.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s