Joanna Jędrzejczyk, czyli jak wykorzystać swój czas

Przez ostatnie tygodnie miałem możliwość współpracować blisko z mistrzynią świata w mieszanych sztukach walki, Joanną Jędrzejczyk. Ten czas uświadomił mi jak wielkim skarbem dla marketera jest świadomy sportowiec.

Z Asią i jej managerem, którym jest Karol Jędrzejczyk (prywatnie kuzyn zawodniczki) mieliśmy okazję pracować przy promocji książki Wojowniczka. To pierwsza biografia mistrzyni, napisana wspólnie z Przemysławem Osiakiem, dziennikarzem „Przeglądu Sportowego”, który od 10 lat zajmuje się sportami walki. Swoją premierę miała 1 marca, ale już przed oficjalną prezentacją weszła do czołówki bestsellerów Empik.com.

Asia ma oddaną rzeszę fanów i widać to na każdym kroku. Zarówno na jej stronie na Facebooku, która zgromadziła 500 tysięcy polubień, jak i na spotkaniach autorskich, które zorganizowaliśmy w Warszawie i jej rodzinnym Olsztynie. Na warszawskiej premierze salon EMPiK przy ul. Marszałkowskiej pękał w szwach, a zwolennicy talentu Jędrzejczyk czekali w długiej kolejce po jej autograf lub zdjęcie ze sportsmenką. Mistrzyni do samego końca zachowywała fason, od razu zapowiedziała, że nikomu nie odmówi choćby krótkiej rozmowy lub podpisania książki, mimo że następnego dnia od rana czekała ją kolejna wizyta w telewizyjnym studiu.

Asia Jędrzejczyk doskonale zdaje sobie sprawę, że dziś ma swój najlepszy czas i dyskontuje swoją popularność w sposób bardzo świadomy. Mimo obowiązków związanych z promocją książki czy podpisywaniem kolejnych zobowiązań sponsorskich i partnerskich (w marcu została ambasadorką Sport.pl oraz marki OSHEE), wojowniczka nie zapominała o sporcie. Do Polski przyjechała z trenerem z American Top Team, nie zakłócając przygotowań do kolejnej walki, która odbędzie się 13 maja w Dallas.

 

Współpraca z Asią, sportowcem tryskającym energią od rana, pamiętającym o zobowiązaniach mediowych i sponsorskich, a jednocześnie bardzo dbającym o kontakt z fanami, sprawiła, że uśmiechnąłem się na wspomnienie początków mojej współpracy PR-owej ze sportowcami. Był 2008 rok, a Ebi Smolarek był gwiazdą reprezentacji Polski, którą dopiero co wprowadził po raz pierwszy w jej historii do finałów Mistrzostw Europy. Propozycje biznesowe sypały się co rusz, w krótkim czasie Ebi został twarzą Pepsi i Samsunga, dla którego miałem okazję wówczas pracować. Smolarek nigdy nie był lwem salonowym, miał trudności w porozumiewaniu się językiem polskim, przecież wychował się w Holandii, a większość życia spędził zagranicą. Nie to jednak było wtedy istotne. Ebi strzelał bramki, nawiązywał do pięknej historii napisanej przez swojego ojca w kadrze, a na dodatek grał w nieosiągalnej wtedy dla Polaków hiszpańskiej Primera Division.

EURO 2008 zakończyło się jednak sportową klapą i okazało się, że zaangażowanie sponsorów było krótkotrwałe, związane bezpośrednio z dużą piłkarską imprezą. Na przykładzie Asi Jędrzejczyk, która jeszcze większą gwiazdą niż w Polsce ma szansę zostać w USA, widać jak sportowiec może uniezależnić się od wyniku sportowego. Poważne podejście do obowiązków mediowych, eksponowanie swoich atutów jak naturalna komunikatywność i inwestycje we własny wizerunek powodują, że Jędrzejczyk trafia do świadomości nie tylko fanów mieszanych sztuk walki. To kierunek w jakim powinni podążać kolejni sportowcy, którzy poważnie myślą o zarządzaniu własną wartością.

Miłego dnia!
Waldemar Gojtowski

Fotografia tytułowa: Rafał Oleksiewicz/Pressfocus

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s